Recenzja

"The Bones w Legionowie"
Kiedy po 8śmiu godzinach jazdy PKSem, wraz ze swoją skromną, 4osobową reprezentacją Gdyni ,wysiedliśmy na Dworcu Centralnym, nie bardzo wiedzieliśmy jak dotrzeć do najważniejszej polskiej miejscowości tego dnia- Legionowa. Po kilku próbach uzyskania informacji od warszawiaków jak dotrzeć do owego miasteczka i , w końcu, odnalezieniu dobrego tropu, znalezliśmy się na właściwym miejscu. Scena i jej otoczenie nie zwalało z nóg- mały ogródek piwny, jeszcze mniejsza scena i o wiele mniejsza publiczność, niż się spodziewaliśmy. Ale nie narzekaliśmy, w końcu przyjechaliśmy tam nie dla tłumów, tylko dla The Bones. Przysiedlismy się więc do znajomych w oczekiwaniu na gwiazde wieczoru. Gdzieś w okolicach 21.00 usłyszelismy wreszcie pierwsze, wyczekiwane dzwięki. Gdy tylko Panowie wparowali na scene, pod tą zebrał sie całkiem spory tłum. Bonsi od razu starali się, skutecznie, złapac kontakt z publiką.Widać było, ze grają dla nas, a nie z obowiązku, musu czy innych pierdołek;) Zagrali jedne z najlepszych kawałków , m.in moje ulubione Not Another Lovesong czy Spit It Out.Wydawało się, że kawałkiem Home Sweet Hell Bonsi zakończą występ, ale po chwili wrócili na scene by zagrac kilka nadprogramowych kawałków, a gdy skończyły się i one ,dziekowali nam za rewelacyjną zabawę i wyrazili nadzieje na ponowne spotkanie.A i ja mam taka nadzieję, bo bawiłam się świetnie- mimo zmęczenia i ogólnego osłabienia organizmu;).Pozdrawiam wszystkich napotkanych!
Natalia

^Powrót